NVIDIA ION + netbook = idealne rozwiązanie
Od dłuższego już czasu na rynku komputerów brylują rozwiązania poprawiające mobilność – dość mocno modne stały się netbooki, czyli z definicji – niewielkie notebooki, przeznaczone przede wszystkim do korzystania z internetu, komunikatorów, czy też innych, mało wymagających od komputera zadań. Z uwagi na coraz więcej zajęć na uczelni, wymagających częstego korzystania z komputera, postanowiłem wspomniany wcześniej netbook zakupić. Cel miał być jasny – lekka praca, mobilność, żadnych większych wymagań co do osiągów. I tutaj niespodzianka…
Model, który chciałbym opisać, to ASUS EeePC 1201NL, wyposażony w procesor graficzny Nvidia ION LE (wersje LE różnią się od pełnoprawnych ION-ów brakiem obsługi DirectX 10). Rozwiązanie to stosowane jest już od ponad roku, montowane w wielu modelach, nie tylko marki ASUS, ale z uwagi na to, że nie interesowałem się tymi kwestiami wcześniej, tym większe było moje zdziwienie, mogąc sprawdzać na żywo, ile jest prawdy w reklamach na stronie Nvidia.com.
Układ graficzny, zgodnie z informacjami podanymi na stronie producenta miał pozwalać na oglądanie plików wideo w rozdzielczości FullHD. Szybko to sprawdziłem i muszę stwierdzić, że to prawda. Są jednak pewne „ale”. Aby zadania mocno obciążające procesor w czasie odtwarzania wideo przekazywane były na barki procesora graficznego, potrzebny jest odpowiedni program. Na płycie dołączonej do komputera, oprócz systemu operacyjnego (w moim przypadku był to Windows XP Home – był, ponieważ z uwagi na problemy, jakie sprawiał od samego początku, zastąpiła go wersja 7) znajdziemy program TotalMedia Theatre 3 firmy ArcSoft. Nie wyróżniał się jednak niczym szczególnym na pierwszy rzut oka, więc obok niego doinstalowałem sprawdzonego w niejednym boju – Media Player Classic Homecinema. Właśnie na nim odtworzyłem pierwszy film HD i zasmuciłem się – procesor pracował na 100% swoich możliwości, a obraz był tak płynny, jak jazda rowerem na kwadratowych kołach. Wtedy zrozumiałem, że trzeba jednak przejść na odtwarzacz umożliwiający akcelerację sprzętową.
Programy, które testowałem do tej pory i mogę polecić (obsługują technologię Nvidia PureVideo):
- TotalMedia Theatre 3;
- PowerDVD 10;
- i uwaga – Windows Media PLayer 11 (polecam paczkę kodeków AC3Filter).
ION + zewnętrzny monitor. Testowane z monitorem BENQ G2420HD 24″ – żadnych problemów, ale co ciekawe, pełna rozdzielczość FullHD (1920x1080px) obsługiwana była dopiero po przełączeniu całego sygnału na monitor zewnętrzny. Gdy obraz wyświetlany był jednocześnie również na matrycy netbooka, dostępna była rozdzielczość o prawie połowę niższa. Nie zmienia to faktu, że ION radzi sobie świetnie z płynnym z wyświetlaniem wideo wysokiej rozdzielczości nawet na dużych zewnętrznych urządzeniach.
ION + 1080p na YouTube. Początkowo coś nie grało tak jak powinno. Dopiero po pewnym czasie znalazłem na stronie producenta informację, że owszem, ION poradzi sobie z klipami 1080p z YouTube.com, ale wymaga do tego Adobe Flash w wersji 10.1 – od tej wersji umożliwiona jest akceleracja sprzętowa i trzeba przyznać, że widać ogromną różnicę. Wideo odtwarzane jest bez żadnych opóźnień.
W kwestii wykorzystania ION-a w grach nie mogę się wypowiedzieć, gdyż ani chęci, ani czas nie pozwalają mi na taką rozrywkę.
Warto podkreślić, że rozwijamy się w bardzo ciekawym kierunku – nie tracimy na mobilności, nie zwiększamy drastycznie zużycia energii przez podzespoły netbooków, a uzyskiwane osiągi zaskakują bardzo pozytywnie.

Ciekawa sprawa, choć jeszcze ciekawszy jest fakt niezawodności tego układu. Czy czeka nas powtórka z rozrywki kiedy to do laptopów wkładano bardzo mocne karty graficzne, które:
a) jadły wiaderkami prąd
b) nagrzewały laptopa bardziej niż główny procesor
c) były jednym z najczęściej psujących się podzespołów
Czas pokaże jak nowy układ nVidii przeżyje normalne użytkowanie.
Co do netbooków to inwestowanie w nowe technologie na tym polu może przynieść też dobro dla klasycznych notebooków 15″, jednak jak dla mnie to sprzęt ten jest po prostu modny (i to modny na zasadzie „Wszyscy mają Mambę, mam i ja”) i nie szukałbym tutaj przyszłości… Podchodząc do tego zdroworozsądkowo:
Sam czasem używam Acera (darujmy sobie komentowanie tej marki) One mojego brata i bezwzrokowe pisanie jest niemożliwe, ba normalne pisanie jest bardzo trudne; touchpad – koszmar; duża rozdzielczość przy małej powierzchni ekranu prędzej doprowadzi nas do krótkowzroczności niż efektywnemu wykorzystaniu wolnego czasu.
Oczywiście Twój Eee jest nieco większy, ale: albo wygodna praca, albo mobilność – jak dla mnie nie da się tego pogodzić w rozsądnych kwotach. Toshiba jakiś czas temu chwaliła się laptopem 15″ o masie 800g – szkoda tylko, że wartość takiego laptopa to cena sensownego samochodu na rynku wtórnym… Prędzej poszedłbym w tę stronę: lżejsze piętnastki, a nie „udające użyteczne” dziesiątki.
Mała poprawka Procku – piszę o 12.1”, a nie dziesiątce, a to wbrew pozorom ogromna różnica. Mam wrażenie, że źle nastawiłeś się do netbooków po kontakcie z Acerem One. I w sumie wcale mnie to nie dziwi.
Dla mnie 12 cali to najlepszy kompromis pomiędzy mobilnością a wygodą użytkowania. Każdy ma swoje upodobania – w moim przypadku klawiatura typu „chiclet” bardzo dobrze się sprawdza, w sumie nie mam żadnych powodów do narzekania.
A co do popularności takiego sprzętu – ja się o to nie martwię, ponieważ sam już zauważyłem, jak często niewielkie wymiary komputera przydają się, choćby w podróży.
Nie zmienia to jednak faktu, że w wielu zadaniach nigdy netbooki nie prześcigną porządnego komputera stacjonarnego.
Najlepszym rozwiązaniem będzie oczywiście – porządny laptop. Porządny netbook i ewentualnie konsola do gier.
Osobiście 2 porządne laptopy używam w pracy (jeden na stałe w stacji dokującej, drugi biega ze mną z budynku do budynku) i komputera stacjonarnego.
Kiedy chcę coś napisać na świeżym powietrzu – zabieram ze sobą netbooka i śmigam w jakieś przyjemne miejsce aby tam móc się skupić i coś stworzyć.
Konsola do gier najlepiej sprawdza się wtedy, kiedy już na serio nie mam co robić. Dlatego zazwyczaj grają na niej moi goście. :-P